Młody las.

W niedzielę miałem przyjemność pospacerować chwilę z aparatem po modym, ok 25-letnim lesie.
Szumiące i piękne modrzewie!
Gęstwina.
Brzozowy młodnik – bardzo prozdrowotne miejsce!
Trochę mroczniej, bo las się zagęszcza.
Las młody, ale drzewa już wysokie!
A tuż obok lasu szumiące pola…
Warto odpocząć wśród drzew!
A przy okazji, gdyby ktoś chciał kupić sobie las (ten konkretnie, który widać na zdjęciach), to można pytać pod telefonem w tym ogłoszeniu: Las Straszydle

Muzeum Panini/Maserati.

Ostatnim z muzeów związanych z motoryzacją jest muzeum zlokalizowane na obrzeżach modeny i należące do rodziny kolekcjonera Umberto Panini. Pan ten znany był m.in. z wymyślenia naklejek dla dzieci z piłkarzami, zwierzętami itp. które były popularne jakiś czas temu w Polsce (i nie tylko). Sam był pasjonatem samochodów, a głównie modeli Maserati. Do jego muzeum można wejść bezpłatnie, co jest miłą odmianą po wizytach w Muzeum Ferrari i Muzeum Lamborghini, gdzie trzeba było zostawić po 15 euro od osoby.

Muzeum jest stylizowane na starodawny dworzec kolejowy. A wewnątrz jak widać samochodów jest naprawdę sporo.

Jest tu sporo modeli Maserati, ale można też zobaczyć Alfę Romeo lub Mercedesa.

To czerwone auto to jedno z 4 wyprodukowanych egzemplarzy Maserati A6GCS/53 – warte minimum 3,5 mln dolarów. Moim zdaniem najpiękniejsze auto w kolekcji.

Okazuje się że dawniej też lubili ciekawe kolory na samochodach.

Model po lewej to Maserati 6CM – niesamowicie szybka bestia z 1936 roku!

Z góry samochody prezentowały się równie pięknie.

Sportowe, odchudzone wnętrza…

Chyba najładniejszy Mercedes-Benz w historii – model 300 SL, czyli Gullwing. Ceny wersji kolekcjonerskich (a ta z pewnością się do nich zalicza) przekraczają milion dolarów. 

Trójząb, czyli logo Maserati.

Alfa Romeo Gulietta Spider – niesamowita piękność!

Szprychowane koła…

Ciekawe logo Fiata.

Wnętrze wyścigówki z lat trzydziestych ubiegłego wieku.

Wlew paliwa też może być ciekawie umieszczony (tuż przy rurach wydechowych ziejących ogniem)

Maserati 420M58 – model w którym jeździł Sir Stirling Moss

W muzeum znajduje się też spora kolekcja motocyklów Maserati i Ducati, oraz kilka innych ciekawych kolekcjonerskich gadżetów. Zdecydowanie polecam odszukać to miejsce podczas podróży do Włoch!

[smartfonem] Kadr z Pogórza Dynowskiego.

Kolejny wpis ze zdjęciem wykonanym moim smartfonem. Coraz częściej korzystam z tego małego oczka aparatu, gdyż podczas rowerowych wycieczek jest to znacznie wygodniejsze, niż wożenie ze sobą „pełnowymiarowego” aparatu.
Tą piękną polankę znalazłem poruszając się rowerowym szlakiem Green Velo. Są to okolice Błażowej, na trasie na Dynów. Miejsce urzekło mnie spokojem i ciszą, a do tego soczystą i piękną zielenią. Ktoś, kto wytyczał podkarpacki odcinek Wschodniego Szlaku Rowerowego Green Velo spisał się na medal! Podczas całej, 60-cio kilometrowej wycieczki takich fantastycznych miejsc można było spotkać mnóstwo!

Połonina Wetlińska, maj 2016

Dzisiejszy wpis powinien spodobać się miłośnikom pięknych krajobrazów. W niedzielę, wraz z grupą znajomych, wybraliśmy się na spacer po jednej z najbardziej znanych gór w Bieszczadach – czyli na Połoninę Wetlińską. Osobiście niezbyt lubię wędrować po tej górze, gdyż w sezonie (a ten właśnie trwa) jest na niej więcej spacerujących turystów, niż na Krupówkach w Zakopanem (no, może odrobinkę przesadzam, ale tylko odrobinkę). Na szczęście wyjechaliśmy z domu o wczesnej porze, dlatego też podczas wspinania się na szczyt byliśmy na szlaku praktycznie sami. Byłem tym faktem niezmiernie zachwycony! Niestety, kiedy zabraliśmy się za schodzenie, na szlaku pojawiły się tłumy. Ale nie przeszkadzało mi to prawie w ogóle, bo przecież przynajmniej w jedną stronę było cudownie cicho i spokojnie.
Wróciłem zachwycony, uśmiechnięty, lekko opalony i głodny kolejnej wycieczki! 🙂
Zapraszam do oglądania!
Cel wędrówki – skałki na jednym ze szczytów Połoniny Wetlińskiej.

Po drodze mijaliśmy skaliste odcinki.

Wszelkie odcienie zieleni były dostępne na wyciągnięcie ręki.

Ciepło i lekki wiatr – pogoda zdecydowanie dopisała!

Przepiękne widoki to rzecz normalna w Bieszczadach.

Samotny turysta na szlaku to w tym miejscu rzadkość – kilka godzin później tym szlakiem wędrowało już sporo ludzi!

Po prawej stronie znajdują się szczyty Połoniny Wetlińskiej, po których chodzić już nie wolno.

Fotografowanie „pod Słońce” trochę niszczy kolory, ale i tak jest zielono!

Wspólne wędrówki zacieśniają przyjaźnie!

Piękne zbocza niedostępnej dla turystów części Połoniny Wetlińskiej.

Widoczność była świetna!

Ciężko nie zakochać się w Bieszczadach…

A w oddali najwyższa góra polskich Bieszczadów – Tarnica.

Wiosna w ogrodzie.

No i przyszła wiosna! Ciepło, pogodnie, kolorowo! Wyciągnąłem aparat do ogrodu, by uchwycić pojawiające się oznaki wiosny – co złapałem w kadrze, możecie zobaczyć poniżej 🙂

Bambus. Rośnie bardzo szybko i może być bardzo wysoki.

Czerwony krzak. Nie mam pojęcia co to jest, ale to zdecydowanie ładna roślinka.

Drzewko iglaste. Pachnie, nie zrzuca igieł na zimę 😉

A to już Brzoskwinia – tylko jeszcze niewykształcona 😉

Zielony krzak. W lecie ma bardzo ładne kwiaty, które wytrzymują aż do jesieni. Lubią go bardzo wszelkie pszczółki i osy.

Iglak z wspaniałymi, długimi igłami. Zielony cały rok, choć na wiosnę jakby bardziej soczysty.

Żółto – zielony krzak. Taki słoneczny, pogodny!

A pod krzakami trochę kory. Piękne, brązowe i elegancko wyglądające kawałki.

W ogrodzie są też pierwsze kwiaty. Niebawem będzie ich dużo, dużo więcej!

Ciepły luty…

Ciepły w tym roku początek lutego… no, może nie aż tak ciepły, jak na tych zdjęciach które dziś wrzucam 😉 Ale nie ukrywam, marzy mi się powrót kolorów do codziennego krajobrazu!

Zielone wspomnienie sprzed roku – w Dolinie Sanu.

Ponieważ robi się coraz chłodniej i coraz bardziej szaro-buro, postanowiłem pogrzebać w zdjęciach sprzed roku, ale tylko w takich, które kojarzą mi się z ciepłem i kolorem. Znalazłem wspomnienie z wyprawy w Bieszczady, a konkretnie ze spaceru w Dolinie Sanu. Kto nie zna tego niezwykłego kawałka Polski, ten powinien jak najszybciej nadrobić podróżnicze zaległości! Tych zdjęć wcześniej nie publikowałem, więc pozwalam sobie na to dziś. 
Soczyście zielono.

Naprawdę soczyście zielono!

Wszystko było zielone!

Czeczyki.

Mały przysiółek wsi Straszydle – Czeczyki. Podobno nazwa pochodzi od Czechów, którzy wieki temu osiedlili się właśnie w tym malowniczym i niezwykle pięknym miejscu.
Tak wyglądała droga do Czeczyk w kwietniu 2014 roku – mam nadzieję, że niebawem powtórzę tamtą wycieczkę i wrzucę tu kilka zdjęć ukazujących niezwykłość tego miejsca!

Czeczyki położone są na dość sporym, jak na podrzeszowskie warunki, wzniesieniu

Droga piechotą ze Straszydla przypomina szlaki w Bieszczadach.

Są nawet łąki, niczym połoniny! 😉

Spacer w okolicach Rzeszowa.

Dziś chciałbym pokazać, że w niewielkiej odległości na północ od Rzeszowa jest wiele miejsc w których można odpocząć – spacerując w bliskości budzącej się do życia, wiosennej przyrody!

Zachęcam też do zobaczenia kilku zdjęć Kuby, które zamieścił na facebookowym profilu Lekki KadrW OBIEKTYWIE KUBY

Podrzeszowskie Lipie – raj dla wędkarzy i miłośników ciszy.

W ciągu tygodnia nie ma tu prawie nikogo.

Jest niestety mały problem – wędkarze i biwakujący zostawiają po sobie ogromne ilości śmieci! Na tym zdjęciu tego nie widać, ale wśród tych drzew przewalały się opakowania po przynętach, rozbite butelki po alkoholu, brudne szmaty.

A to już las w Bratkowicach, zdecydowanie czyściej – i jeszcze mniej ludzi.

Na czterokilometrowej trasie ścieżki przyrodniczej nie spotkaliśmy nikogo.

A wędrowało się niezwykle przyjemnie, co kawałek obserwując zmieniające się gatunki drzew.

Zachęcam do poznawania okolic, często można się zdziwić, ile pięknych miejsc jest w pobliżu własnego domu!

Dźwiniacz Górny.

Dźwiniacz Górny był również atrakcją pierwszego dnia wyjazdu w Bieszczady. W moim odczuciu jedno z najspokojniejszych, bezludnych miejsc, do których warto zaglądnąć po chwilę ciszy. A niewiele ponad pół wieku temu tętniło tu życie jednej z wielu sporych, bieszczadzkich wsi…

Pochmurny dzień, a mimo to udało się czasem dostrzec szczyty najwyższych bieszczadzkich wzniesień.

Bobry w okolicach Dźwiniacza Górnego mają idealne warunki do życia.

Sama wędrówka jest niezwykle łatwa – prowadzi wzdłuż Doliny Sanu, czyli każdy da radę przejść, bo nie ma po drodze ani jednego ciężkiego podejścia!

Jeden z nielicznych śladów człowieka w tych stronach (poza betonową drogą, wybudowaną zapewne zza czasów świetności Iglopolu) – stara kapliczka, pamiętająca jeszcze smutne historie z regionu…

Jeśli tylko będę miał taką możliwość, zaglądnę tu jeszcze nie raz!

Co ważne – do Dźwiniacza Górnego można dojechać też rowerem, np. z Tarnawy Niżnej. Podczas naszej wędrówki spotkaliśmy ojca z synem na jednośladach, co dało mi do zrozumienia, że muszę powtórzyć ich wyczyn! 😉

Sara cz.1 wiosenna.

Dziś pierwsze zdjęcia z sesji z Sarą – w dodatku publikuję tylko trzy, bo właśnie te wybrała jako ładne sama modelka 😉 Następnym razem wrzucę więcej – i będą to takie zdjęcia, które w mojej opinii są dobre 🙂 Sam z sesji byłem bardzo zadowolony, piękna pogoda, dużo światła, sprawdzona i świetna modelka – czego chcieć więcej? 🙂