[smartfonem] Omiš i ujście rzeki Cetina.

Mała panorama na nową część miasta Omiš na Chorwacji. Możemy tu przyglądnąć się ujściu do Adriatyku rzeki Cetina.
Zdjęcie wykonane aparatem w smartfonie, poddane lekkiej korekcji barw i kontrastu.

[smartfonem] Kadr z Pogórza Dynowskiego.

Kolejny wpis ze zdjęciem wykonanym moim smartfonem. Coraz częściej korzystam z tego małego oczka aparatu, gdyż podczas rowerowych wycieczek jest to znacznie wygodniejsze, niż wożenie ze sobą „pełnowymiarowego” aparatu.
Tą piękną polankę znalazłem poruszając się rowerowym szlakiem Green Velo. Są to okolice Błażowej, na trasie na Dynów. Miejsce urzekło mnie spokojem i ciszą, a do tego soczystą i piękną zielenią. Ktoś, kto wytyczał podkarpacki odcinek Wschodniego Szlaku Rowerowego Green Velo spisał się na medal! Podczas całej, 60-cio kilometrowej wycieczki takich fantastycznych miejsc można było spotkać mnóstwo!

Połonina Wetlińska, maj 2016

Dzisiejszy wpis powinien spodobać się miłośnikom pięknych krajobrazów. W niedzielę, wraz z grupą znajomych, wybraliśmy się na spacer po jednej z najbardziej znanych gór w Bieszczadach – czyli na Połoninę Wetlińską. Osobiście niezbyt lubię wędrować po tej górze, gdyż w sezonie (a ten właśnie trwa) jest na niej więcej spacerujących turystów, niż na Krupówkach w Zakopanem (no, może odrobinkę przesadzam, ale tylko odrobinkę). Na szczęście wyjechaliśmy z domu o wczesnej porze, dlatego też podczas wspinania się na szczyt byliśmy na szlaku praktycznie sami. Byłem tym faktem niezmiernie zachwycony! Niestety, kiedy zabraliśmy się za schodzenie, na szlaku pojawiły się tłumy. Ale nie przeszkadzało mi to prawie w ogóle, bo przecież przynajmniej w jedną stronę było cudownie cicho i spokojnie.
Wróciłem zachwycony, uśmiechnięty, lekko opalony i głodny kolejnej wycieczki! 🙂
Zapraszam do oglądania!
Cel wędrówki – skałki na jednym ze szczytów Połoniny Wetlińskiej.

Po drodze mijaliśmy skaliste odcinki.

Wszelkie odcienie zieleni były dostępne na wyciągnięcie ręki.

Ciepło i lekki wiatr – pogoda zdecydowanie dopisała!

Przepiękne widoki to rzecz normalna w Bieszczadach.

Samotny turysta na szlaku to w tym miejscu rzadkość – kilka godzin później tym szlakiem wędrowało już sporo ludzi!

Po prawej stronie znajdują się szczyty Połoniny Wetlińskiej, po których chodzić już nie wolno.

Fotografowanie „pod Słońce” trochę niszczy kolory, ale i tak jest zielono!

Wspólne wędrówki zacieśniają przyjaźnie!

Piękne zbocza niedostępnej dla turystów części Połoniny Wetlińskiej.

Widoczność była świetna!

Ciężko nie zakochać się w Bieszczadach…

A w oddali najwyższa góra polskich Bieszczadów – Tarnica.

Most w Przemyślu.

Podczas jednej z ostatnich wycieczek z aparatem do Przemyśla, miałem okazję sfotografować miasto z jednego z pobliskich wzgórz. Spośród kilkunastu zdjęć które wtedy zrobiłem, szczególnie podoba mi się to jedno, którym chcę się dziś z Wami podzielić.

Kwiecień 2016 – opis zdjęcia z kalendarza.

Bieszczady, ah Bieszczady! Zdjęcie wykonałem podczas wędrówki z Wołosatego, przez Rozsypaniec i Halicz – i tu właśnie mamy możliwość podziwiać w tle potężny szczyt Halicza. Biała plama w prawej części zdjęcia to resztki śniegu, który powoli ustępuje budzącej się do życia wiośnie. 
W każdej górskiej wędrówce jest coś, co sprawia, że chce się do nich wracać!

Tęskno za górami!

Ah, jakże mi tęskno za górami! Doczekać się nie mogę takiej prawdziwej, kwitnącej wiosny! Zapachu budzącego się do życia lasu, ćwierkających ptaków i tego specyficznego, górskiego powietrza! Dlatego też w ramach wspominek dziś zdjęcia z górskich wędrówek… 
Cóż tam może kryć się pod samym wierzchołkiem tej góry? Aż chce się sprawdzić!

Bieszczadzkie lasy i pozostałości po łąkach kuszą swą dzikością…

Wędrować się chce, aż po horyzont!

Luty 2016 – opis zdjęcia z kalendarza.

Druga karta z kalendarza który gości u niektórych z Was, oto Luty! 🙂
Luty zwykle uznawany jest za najzimniejszy miesiąc – przynajmniej w internecie krążą takie plotki 😉 Dlatego też i karta z kalendarza musi trochę straszyć mrozem i śniegiem. 

Po raz kolejny zdjęcie wykonałem podczas spaceru z dziewczyną, widać mam przy niej szczęście do wyszukiwania interesujących mnie ujęć. Spacer ten miał miejsce w okolicach miejscowości Hermanowa, kilkanaście kilometrów od Rzeszowa. Zima trzymała mocno, co widać chyba na każdym fragmencie tego kadru – biało do kwadratu! Gdyby nie kolorystyka nieba, można by było wręcz odebrać, że to zdjęcie jest wykonane w odcieniach czerni i bieli. 
Co spodobało mi się szczególnie w tym nieprzyjaznym krajobrazie? Dostrzegłem tu (oczyma wyobraźni) stary, doświadczony niejedną zimą las, który „opiekuje się” młodymi, iglastymi drzewkami, które dopiero poznają co to mróz. Uczłowieczyłem trochę te rośliny 😉 

Na szczęście w tym roku luty nie straszy, przynajmniej u samego początku. Oby już tak zostało.

Okolice Hermanowej na Podkarpaciu.

Styczeń 2016 – opis zdjęcia z kalendarza.

Dzień dobry w nowym, 2016 roku! 🙂
Pierwszy wpis będzie dotyczył Stycznia w kalendarzu 2016 który część z Was miała okazję nabyć 🙂

Zdjęcie to wykonałem podczas spaceru po rodzinnej miejscowości mojej dziewczyny, czyli w Straszydlu. Wracaliśmy właśnie w stronę domu, bo Słońce zaczynało chować się za horyzontem i temperatura mocno spadała (a było wtedy pewnie koło -20 stopni Celsjusza, brrr). Obróciliśmy się jeszcze na moment, by spojrzeć w stronę doliny, podziwiając piękno zimowego dnia. Wtedy postanowiłem spróbować uwiecznić ten moment, gdy wieczorne Słońce muskało promieniami odległe pagórki, tuż przed zniknięciem. Dlaczego to zdjęcie podoba mi się tak bardzo? Ponieważ mimo teoretycznie szaroburej kolorystyki zimy, złapałem w kadr odcienie złota i błękitu, przy okazji kontemplując niezwykle spokojną i przyjemną panoramę. Za każdym razem jak widzę to zdjęcie, to czuję ciepło zachodzącego Słońca! 🙂
Styczeń 2016 – Straszydle, przysiółek Czeczyki. Panorama okolicy.

Czerwone Wierchy.

Na wstępie powiem, że podczas tej wycieczki miałem najcięższy kryzys w historii odkąd chodzę po górach. I to w dodatku wydarzył się on na pierwszych kilometrach szlaku. Na szczęście później wędrowało mi się całkiem przyjemnie. Oto zdjęcia z wyprawy:

Widać że stromo?

Pionowe ściany – trzeba uważać by nie zejść ze szlaku.

Każdy znalazł chwilę na podziwianie widoków.

A także czas na spokojne spojrzenie na mapę.

Na szczycie Krzesanicy (2122 m n.p.m.)

Uwielbiam takie widoki!

Szlaki dość szerokie i wygodne.

Giewont był troszkę niżej od nas.

Masywne te góry!

Masywne i przepaściste 😉

Tu chyba widać stromiznę.

Były też (krótko) łańcuchy.

I po 7,5h byliśmy prawie z powrotem na parkingu 🙂

Tatry są piękne, nie będę tego ukrywał – ale to Bieszczady w mojej opinii są najwspanialszym miejscem do długich, spokojnych wędrówek!

Przydrożna kapliczka.

Lubię to miejsce. Znajduje się przy szlaku, pomiędzy Czudcem a Zaborowem. Dawniej jeździłem tędy rowerem, a w marcu spacerowałem pieszo. Kapliczka stoi w tym miejscu od dawna, ale widać, że wciąż ktoś o nią dba.

Około pół kilometra dalej, wciąż wędrując szlakiem, można dotrzeć do szczytu wzniesienia, z którego zobaczyć można m.in. maszt na Suchej Górze, oraz panoramę okolicy. Mam nadzieję w tym roku pozwiedzać okoliczne wzniesienia pieszo lub za pomocą dwóch kółek 🙂