Dźwiniacz Górny.

Dźwiniacz Górny był również atrakcją pierwszego dnia wyjazdu w Bieszczady. W moim odczuciu jedno z najspokojniejszych, bezludnych miejsc, do których warto zaglądnąć po chwilę ciszy. A niewiele ponad pół wieku temu tętniło tu życie jednej z wielu sporych, bieszczadzkich wsi…

Pochmurny dzień, a mimo to udało się czasem dostrzec szczyty najwyższych bieszczadzkich wzniesień.

Bobry w okolicach Dźwiniacza Górnego mają idealne warunki do życia.

Sama wędrówka jest niezwykle łatwa – prowadzi wzdłuż Doliny Sanu, czyli każdy da radę przejść, bo nie ma po drodze ani jednego ciężkiego podejścia!

Jeden z nielicznych śladów człowieka w tych stronach (poza betonową drogą, wybudowaną zapewne zza czasów świetności Iglopolu) – stara kapliczka, pamiętająca jeszcze smutne historie z regionu…

Jeśli tylko będę miał taką możliwość, zaglądnę tu jeszcze nie raz!

Co ważne – do Dźwiniacza Górnego można dojechać też rowerem, np. z Tarnawy Niżnej. Podczas naszej wędrówki spotkaliśmy ojca z synem na jednośladach, co dało mi do zrozumienia, że muszę powtórzyć ich wyczyn! 😉

Bieszczadzkie spacery, dzień pierwszy

Ostatnie dwa dni spędziłem w Bieszczadach na męskim wypadzie z Filipem i Karolem. Mimo iż był to krótki wyjazd, udało się całkiem sporo pospacerować i zwiedzić. Dziś wrzucę kilka zdjęć z pierwszego dnia naszych wędrówek, choć muszę przyznać, że nie ma zdjęcia, które byłoby w stanie oddać klimat tamtych miejsc…

Rozpoczęliśmy od startu przy cerkwii w Łopience – piękne miejsce, w środku niczego – a cerkiew w okresie letnim funkcjonuje normalnie, w niedziele o 15 Msza Święta jest odprawiana. Co więcej, jest otwarta dla turystów cały czas. Zabytek naprawdę warty odwiedzenia!

W tym nieciekawym na pierwszy rzut oka zdjęciu jest coś niepokojącego… tak, to ślad niedźwiedzia – po drodze na Korbanię spotkaliśmy ich sporo. Przy okazji nieźle się pogubiliśmy, bo od Łopienki brakuje szlaku na szczyt. Co moim zdaniem dodało uroku wędrówce 😉

Panorama z pięknej łąki w drodze na Korbanię. Niesamowicie piękne miejsce, zdjęcie kompletnie tego nie oddaje. Siedzieliśmy tam chyba z dwadzieścia minut podziwiając widoki. A do tego prawie kompletny brak ludzi w pobliżu! Sam szczyt Korbani jest dość mocno zalesiony, niewiele z niego widać (rzut na Jezioro Solińskie) więc zdjęć niema 😉

Pod wieczór – oglądaliśmy posilające się żubry.

A na koniec dnia wybraliśmy się na torfowiska w okolicach Tarnawy Niżnej. Fenomenalne, specyficzne miejsce, o niezwykłej urodzie. Jedno z najpiękniejszych miejsc w Bieszczadach. Oczywiście niemal kompletnie puste, bez turystów i bez zgiełku. Klimat trochę mroczny, bo Słońce za chmurami…

Widoki wspaniałe, choć liczyliśmy że pooglądamy bardziej soczystą wiosnę – niestety w Bieszczadach wiosna dopiero się budzi, powolutku!

Panorama z łąki przy torfowiskach.

A kolacja przy świecach… w wydaniu męskim – przy ognisku 😉 Nie ma nic lepszego niż kiełbaska z chlebem prosto z ognia, zagryziona pieczonym w popiele ziemniaczkiem. I wylegiwanie się na ławkach ustawionych tuż przy palącym się drewnie. Oglądanie gwiazd w miejscu gdzie świecą głównie oczy dzikich zwierząt to też piękne przeżycie. 

Bieszczady mają w sobie to coś, co sprawia, że idzie się spać już koło 21, a wstaje praktycznie ze wschodem Słońca. Zmieniają w człowieku postrzeganie świata. Przestaje być istotny dostęp do zasięgu internetu, do telefonu. Dlatego zdecydowanie warto jechać tam po to, by zrobić sobie „reset” od codzienności.

A i małą reklamę zrobię – jeśli nocleg w Tarnawie, to już nie w Hoteliku pod Roztokami, bo od kiedy nowy dzierżawca sprawuje tam rządy, nie ma tam już właściwej atmosfery. Teraz tylko i wyłącznie do Pani Agaty, która wcześniej opiekowała się starym „Hotelikiem” – a teraz prowadzi własne miejsce „Noclegi u Agaty” –  http://www.noclegiuagaty.pl/