Wieczory nad morzem…

Wieczory spędzane na spacerowanie wzdłuż wybrzeża to w mojej opinii najlepsze, co można robić nad morzem 😉 Zapraszam do obejrzenia kilku kadrów z Trogiru na Chorwacji wykonanych właśnie podczas takich przyjemnych, leniwych przechadzek brzegiem Morza Adriatyckiego…

Spacerem po Przemyślu.

W piątek, dzięki uprzejmości przyjaciół, miałem okazję pospacerować po Przemyślu i skorzystać z możliwości zrobienia zdjęć w tym pięknym mieście. Od mojej pierwszej wizyty jestem zachwycony ciekawym klimatem i bogatą historią Przemyśla i za każdym razem odkrywam na nowo jego uroki. Tym razem miałem kilka godzin, by w słonecznej pogodzie powłóczyć się po okolicy i poznawać nowe miejsca i zakątki. Zapraszam do obejrzenia małej fotorelacji, w której skupiłem się głównie na zabudowaniach Przemyśla.

Miasto leży na kilku wzgórzach, przez co uliczki często pną się wysoko do góry.

Dzięki pagórkowatemu położeniu Przemyśla, bardzo często można zobaczyć ciekawe panoramy miasta – i to w dodatku prawie z samego centrum!

Przemyśl jest też miastem przepięknych kościołów.

Na wieżę po lewej można wejść i podziwiać okolicę z naprawdę ciekawej perspektywy.

Ulice bardzo często są wyłożone „kocimi łbami”. Samochody raczej tego nie lubią, ale klimat dawnego miasta zyskuje!

Przemyśl to również stare kamienice, niektóre odświeżone, zadbane…

… jeszcze inne bogate, zdobione i piękne…

… ale najwięcej jest takich, które wyraźnie dają do zrozumienia, że są już stare i mocno zmęczone.

W niektórych wystawione na balkon kwiaty są jedynym świadkiem, że ktoś w środku jeszcze mieszka.

Stare kościoły i kamienice dość dobrze mieszają się z trochę nowszym, współczesnym budownictwem.

Są też i ciekawe budowle rodem z PRLu. Może niezbyt piękne, ale również wpisują się w bogatą historię miasta.

Słońce napełnia życiem okna zniszczonego, opuszczonego budynku.

A tę trasę kiedyś będę chciał pokonać… 

Szkoda, że nie ma na tym zdjęciu kościoła, bo byłoby idealnym podsumowaniem przemyskiego, miejskiego klimatu (a w rzeczywistości kościół znajdował się 50 metrów w lewo od kadru)!

Zimowa szata Beskidu.

Kontynuuję serię zdjęć z okolic Dukli w Beskidzie Niskim. Większość ujęć pochodzi z drogi prowadzącej od Iwli przez Chyrową do Tylawy – niesamowicie piękne tereny do uprawiania turystyki rowerowej, muszę tam koniecznie wrócić w ciepłych miesiącach na moim niebieskim, dwukołowym rumaku! 🙂

Pola uprawne w zimowej szacie wyglądają na nieco zaspane 😉

Rewelacyjne, dziurawe drogi – niewygodne dla samochodów, idealne dla rowerów turystycznych!

Ciekawe dokąd prowadzi ta wysłużona asafaltówka?

Malutki domek tuż pod lasem, jedno z moich marzeń!

Szczyt Cergowej otulony chmurą… W dolinie zabudowania Dukli, najbardziej znanej miejscowości regionu.

Zimowe Prządki.

Zwykle wyjeżdżałem na wycieczkę w Prządki w ciepłych miesiącach. Tym razem wyprawa odbyła się w porze zimowej, tak aby odświeżyć spojrzenie na to rozpoznawalne na Podkarpaciu miejsce. Jak zobaczycie po zdjęciach, zima w pełnej sile! A co ciekawe, w moim rodzinnym Rzeszowie nie ma ani odrobiny śniegu…

Spacer w stronę kamiennych olbrzymów.

Charakterystyczne skały w Prządkach.

Ostało się tu jeszcze odrobinę jesiennych liści.

A sto metrów dalej już tylko pokryte śniegiem, nagie gałęzie.

Choć gdzieniegdzie jeszcze resztki modrzewiowych igieł wiszą.

Pogoda pochmurna, ale przyjemna do spacerowania!

Bieszczady zimową porą.

Wraz z grupą znajomych spędziłem końcówkę 2015 roku i początek 2016 roku w Bieszczadach. Pogoda była fenomenalna, choć temperatury dochodzące do minus 25 stopni Celsjusza w nocy trochę odstraszały od wędrówek po górach, a z całą pewnością od fotografowania bez rękawiczek 😉

Po raz kolejny wybraliśmy się na torfowiska koło Tarnawy Niżnej, ale było tak zimno, że zrobiłem raptem kilka ujęć.

Pierwszego stycznia odsypialiśmy Sylwestra, ale drugiego wybraliśmy się na przyjemną trasę z Bereżek do schroniska Koliba na Przysłupie Caryńskim i w stronę Magury Stuposiańskiej (na którą nie wyszliśmy), po czym zeszliśmy do Widełek.

Piękny widok na Połoninę Caryńską.

Zima w lesie na całego!!

A tu już trzeci dzień Nowego Roku i wyprawa wzdłuż Sanu.

Pozostałości po dawnym Iglopolu (betonowa droga) bardzo ułatwiały spacer.

Te pagórki na horyzoncie to już Ukraina.

Spacer był szybki, bo dzięki temu mogliśmy się trochę rozgrzać 😉

Fantastyczny widok na wysokie partie Bieszczadów.

Nad Wisłokiem.

Kilka dni temu razem z Asią zapoczątkowaliśmy nasz rowerowy sezon. Trasa była krótka, ale intensywna 🙂 Zatrzymaliśmy się na chwilę odpoczynku nad Wisłokiem w Rzeszowie, przy okazji postanowiłem zrobić kilka ujęć, które poniżej prezentuję:

W szuwarach pełnia życia – kaczki leniwie cieszą się wiosną.

W końcu można nacieszyć się soczystą zielenią!

Za resztkami mostu znajduje się ścisły rezerwat przyrody…

Spacer w okolicach Rzeszowa.

Dziś chciałbym pokazać, że w niewielkiej odległości na północ od Rzeszowa jest wiele miejsc w których można odpocząć – spacerując w bliskości budzącej się do życia, wiosennej przyrody!

Zachęcam też do zobaczenia kilku zdjęć Kuby, które zamieścił na facebookowym profilu Lekki KadrW OBIEKTYWIE KUBY

Podrzeszowskie Lipie – raj dla wędkarzy i miłośników ciszy.

W ciągu tygodnia nie ma tu prawie nikogo.

Jest niestety mały problem – wędkarze i biwakujący zostawiają po sobie ogromne ilości śmieci! Na tym zdjęciu tego nie widać, ale wśród tych drzew przewalały się opakowania po przynętach, rozbite butelki po alkoholu, brudne szmaty.

A to już las w Bratkowicach, zdecydowanie czyściej – i jeszcze mniej ludzi.

Na czterokilometrowej trasie ścieżki przyrodniczej nie spotkaliśmy nikogo.

A wędrowało się niezwykle przyjemnie, co kawałek obserwując zmieniające się gatunki drzew.

Zachęcam do poznawania okolic, często można się zdziwić, ile pięknych miejsc jest w pobliżu własnego domu!

Spacer po mieście.

Coraz chłodniej, coraz mniej liści na drzewach.

Czujny obrońca posiadłości gdy tylko zbliżyłem się o dwa kroki przestał mieć takie łagodne uosobienie.

Ptaki odlatują do ciepłych krajów, za to helikoptery chmarami lecą na północ…

Natura przygotowuje się do snu, ale u ludzi życie tętni na okrągło – budowy będą trwać do pierwszych śniegów, albo i dłużej!

Bez kasku nie wolno! Za to błotniki są.

Siostrzyczki – na luzie.

Po pierwszej sesji, oraz po smakowitym obiedzie (który wynagrodził mi trudy jednoczesnego fotografowania dwóch kobiet… 😉 ) wybraliśmy się z Anną i Kingą na spacer. Dziewczyny koniecznie chciały się rozerwać puszczając bańki. Tak, taki powrót do dzieciństwa 😉 Szkoda, że nie mogę opublikować tysiąca śmiesznych min, jakie międzyczasie się pojawiły… 😉
Zdjęcia – luźne i bez zwracania uwagi na parametry techniczne. Musiałem w końcu pilnować dzieci…eee.. dziewczyn 😉

Warto zauważyć, że skupienie podczas puszczania baniek było niesamowite – czujecie napięcie? 

Anna solidnie się przykładała, co potwierdza powyższe zdjęcie.

Kinga troszku mniej, za to stylowo! 😉

Musiałem długo prosić, by na moment odstawiły sprzęt do produkcji baniek, by móc zrobić prosty portret. Efekt? Anna: „zamykam się w sobie”, Kinga: „nudny jesteś z tym aparatem”.

Musiałem więc zezwolić na dalszą zabawę. Dmuchały, aż miło! 

Bańki pękały, co dawało niesamowitą radość, szczególnie Annie 😉

Gdy skończyły się mydliny, trzeba było przenieść się na plac zabaw – bo dziecięcy duch nie opuszczał dostojnych (przed obiadem…) kobietek 😉

A mówią, że to podobno mężczyźni nigdy nie dorastają. Wygląda na to, że w każdym z nas siedzi dziecko, które uwielbia się bawić, gdy tylko ma do tego okazję! 🙂

Dźwiniacz Górny.

Dźwiniacz Górny był również atrakcją pierwszego dnia wyjazdu w Bieszczady. W moim odczuciu jedno z najspokojniejszych, bezludnych miejsc, do których warto zaglądnąć po chwilę ciszy. A niewiele ponad pół wieku temu tętniło tu życie jednej z wielu sporych, bieszczadzkich wsi…

Pochmurny dzień, a mimo to udało się czasem dostrzec szczyty najwyższych bieszczadzkich wzniesień.

Bobry w okolicach Dźwiniacza Górnego mają idealne warunki do życia.

Sama wędrówka jest niezwykle łatwa – prowadzi wzdłuż Doliny Sanu, czyli każdy da radę przejść, bo nie ma po drodze ani jednego ciężkiego podejścia!

Jeden z nielicznych śladów człowieka w tych stronach (poza betonową drogą, wybudowaną zapewne zza czasów świetności Iglopolu) – stara kapliczka, pamiętająca jeszcze smutne historie z regionu…

Jeśli tylko będę miał taką możliwość, zaglądnę tu jeszcze nie raz!

Co ważne – do Dźwiniacza Górnego można dojechać też rowerem, np. z Tarnawy Niżnej. Podczas naszej wędrówki spotkaliśmy ojca z synem na jednośladach, co dało mi do zrozumienia, że muszę powtórzyć ich wyczyn! 😉

Bieszczadzkie spacery dzień drugi, cz. 1

Drugi dzień poświęciliśmy na wędrówkę po jednym z najbardziej znanych szlaków w Bieszczadach, zwanym „Koroną Bieszczadów” – podczas jednego okrążenia (bo szlak zatacza koło) odwiedza się najwyższe góry w tym rejonie (Halicz, Krzemień, Tarnica). Trafiliśmy na wyjątkowo udaną pogodę, mogliśmy nawet zaobserwować Tatry (niestety mój obiektyw nie był w stanie dobrze ich „przybliżyć” – więc zdjęcia brak). Zdjęć jest dużo, więc będą w dwóch wpisach, aby za bardzo nie obciążać przeglądarki przy wczytywaniu wpisu 😉

Rozpoczęliśmy od Wołosatego – skąd mieliśmy do przejścia ok. 7 km dość dobrej jakości drogą – to jednak nie jest to, co lubimy podczas wędrówek, więc czekaliśmy z utęsknieniem na „prawdziwy” szlak.

Ale swoje trzeba było przejść, by doczekać się „konkretów”. Turystów na szczęście nie było zbyt wielu, choć zaczynam coraz bardziej doceniać uroki wędrówek po niskich, nieznanych nikomu górkach – tam można znaleźć ciszę i spokój, a i widoki też są.

Nagle (czyli po tych 7-miu kilometrach ;)) wspięliśmy się na pierwszy szczyt – Rozsypaniec (1280m n.p.m.)

Widoki z Rozsypańca były po prostu ucztą dla oczu. W oddali po lewej widzimy Wielką Rawkę (1307m n.p.m.), bliżej charakterystyczny szczyt Tarnicy (1346m n.p.m.), a po prawej widać Krzemień (1335m n.p.m.).

Tutaj wyraźniejszy rzut oka na Tarnicę, oraz na piękno Bieszczad o tej porze roku 🙂

Te góry, jedna po drugiej przesuwały się pod naszymi stopami 😉

Niebawem dołączę drugą część zdjęć, zapraszam więc do zaglądnięcia w wolnej chwili, by nacieszyć oczy górskimi widoczkami! 🙂