Kwiecisty rower.

Dziś na spacerze odkryliśmy pięknie ozdobiony rower. Dlatego dzielę się z Wami zdjęciem, które wykonałem 🙂 Kwiatowe, kolorowe akcenty fantastycznie ożywiają szaroburą rzeczywistość deszczowego Tilburga.

Pilot.

Podczas wędrówek z aparatem po Rzeszowie zaglądnąłem na teren „placu zabaw” dla ekstremalnych rowerzystów 😉 Okazało się, że na skoczniach, popularnie zwanych „hopkami” trenował tylko jeden zawodnik – ale za to kręcił triki naprawdę wysokiej klasy!

Ja postanowiłem opublikować wersje minimalistyczne, pozbywając się rozpraszającego otoczenia. Polecam samemu wybrać się w miejską dżunglę szukając rowerowych „pilotów”, choćby po to, by pozachwycać się ich umiejętnościami panowania nad sprzętem!

Nie mogę doczekać się ciepłej wiosny!!

Podobno wiosna ma przyjść końcem tego tygodnia. A ja siedzę i leczę przeziębienie – mam więc czas na porządkowanie starych zdjęć. To niesamowite, ale odkryłem, że zdjęcia z czasem zyskują naprawdę wiele! Ot, to poniżej – niby zwykłe, ale przypomina mi o świetnych rowerowych wycieczkach wraz z moją ukochaną 🙂 I naprawdę nie mogę doczekać się ciepła, bo czekają nas kolejne wyprawy na dwóch kółkach z aparatem w plecaku! 🙂

Trzy pasje w jednym momencie!

Dziś osobisty wpis, tylko jedno zdjęcie, za to…
…to zdjęcie dokumentuje moje pasje:

1. Dziewczyna! 🙂 Uśmiechnięta i pozytywna – moja Asia taka właśnie jest!
2. Rower! Tutaj akurat crossowy, freeride’ówka odpoczywa, kiedy na wycieczki jeżdżę z Asią 🙂
3. Fotografia! Uwielbiam robić, a później oglądać zdjęcia! 🙂

Dobrze jest pasję dzielić z dziewczyną! 🙂

Wycieczka bez koloru

Postanowiłem zabrać obie moje pasje na spacer – rower pod sobą, a aparat w plecaku 😉 Niestety, ale taki wypad dał mi do zrozumienia, że albo jedno, albo drugie – nie potrafię koncentrować się na sprawnym pokonywaniu kilometrów (i odłożonego przez zimę tłuszczyku) i jednocześnie łapać kadry. Ponieważ było dziś słonecznie i kolorowo – na przekór zrobiłem zdjęcia bez koloru.

Nowe mosty i nowe drogi – jeszcze rok temu nie mógłbym zatrzymać się w tym miejscu, bo go po prostu nie było.

Mocne światło = konkretny cień.

Niebieski – zielony – żółty. Albo czarno – biały.

Freeride’ówki.

Zrobiłem im już dziesiątki tysięcy zdjęć. Póki co, miałem ich tylko dwie, ale wierzę, że to się jeszcze zmieni. Problem tylko w tym, że… nie mam ładnych zdjęć ze mną NA freeride-ówce – może ktoś by się podjął zrobienia fotki „w akcji”?? Udostępnię swój aparat do tego celu, a w dodatku będę posłusznym modelem 🙂
Wracam do freeride’u.
Moja pierwsza freeride’ówka. Polska produkcja, dobrze przemyślana konstrukcja i… niesamowicie giętki tylny wahacz. Pamiętam do dziś jak zachwycałem się pracą amortyzatora Rock Shox Pike, który wcześniej wydawał mi się nieosiągalnym cudem, na którym nie dane mi będzie jeździć. Z perspektywy czasu wiem, że srogo przepłaciłem za ten model, ale za to wspomnienia jaki dzięki niemu mam, są bezcenne. Fotka z podejścia na Luboń Wielki (a później zjazd do Rabki, jedna z moich ulubionych tras…)
Moja aktualna, zimna miłość – tu w dodatku w zimowej szacie 😉 W związku z moją niechęcią do samodzielnych napraw postanowiłem sprzedać moją Konę – teraz nie wiem, jak mogłem tak chcieć postąpić! Koniec jesieni uświadomił mi, że w najbliższych tygodniach będę miał sporo czasu, by dokonać niezbędnych napraw. A i może tej zimy uda się pośmigać na śniegu?
Często robiłem właśnie takie fotki – podczas postoju, w trakcie zdobywania kolejnego wzniesienia, z którego później z hukiem można byłoby się stoczyć 😉 I zwykle w towarzystwie drugiego roweru – nie ma nic przyjemniejszego, niż wspólna, freeride’owa pasja! 🙂
if (typeof CeneoAPOptions == „undefined” || CeneoAPOptions == null) { var CeneoAPOptions = new Array(); stamp = parseInt(new Date().getTime()/86400, 10); var script = document.createElement(„script”); script.setAttribute(„type”, „text/javascript”); script.setAttribute(„src”, „//partnerzyapi.ceneo.pl/External/ap.js?”+stamp); script.setAttribute(„charset”, „utf-8”); var head = document.getElementsByTagName(„head”)[0]; head.appendChild(script); } CeneoAPOptions[CeneoAPOptions.length] = { ad_creation: 106707, ad_channel: 16845, ad_partner: 13173, ad_type: 1, ad_content: ‚854’, ad_format: 2, ad_newpage: false, ad_basket: true, ad_container: ‚ceneoaffcontainer106707’, ad_formatTypeId: 1, ad_contextual: true, ad_recommended: false, ad_forceCategory: true };

Historia zabawy.

Dziś wygrzebywania staroci ciąg dalszy. Na czterech zdjęciach prezentuję miejsce, które w zeszłym roku zniknęło z mapy rowerowych miejscówek – czyli Kros koło Rudnej Wielkiej. Został zniszczony w wyniku przebudowywania trasy kolejowej, przy której był umieszczony. Ale zanim to nastąpiło, był miejscem w którym większość znanych mi pasjonatów dwóch kółek (zarówno rowerzyści, jak i motokrosowcy) szlifowało swoje umiejętności.
Bywały też chwile, gdy umawialiśmy się w grupach i ścigali po określonej, niedługiej trasie, w systemie „na stoper” – czyli pojedynczy start i kto będzie miał najlepszy czas okrążenia, ten wygrywa. Emocje były prawie jak w prawdziwych wyścigach Downhillowych (choć to bardziej płaska trasa była…), ponieważ różnice w czasach zamykały się w przedziale sekundy, czasem dwóch. I wieczne kłótnie o to, czy ktoś we właściwym czasie nacisnął „start” i „stop” na stoperze 😉

Zdjęcia z roku 2010, aparat Fujifilm S9600

Rowery są różne, dyscyplin jest wiele – ale pasja zawsze ta sama!

Zjazd na hopkę.

I zeskok (drop) z drugiej strony.

Przepis na dobry lot = duża prędkość + solidna waga 😉

Tomkowa fotografia w 2006 roku…

Zabrałem się za porządkowanie starych fotografii i odkryłem cenną perełkę – zdjęcia z Canona A510, którego zabrałem na rowerową wycieczkę w okolice Czudca w… 2006 roku. To było w czasach, gdy byłem nastolatkiem! 🙂 Miło spojrzeć w przeszłość, by przypomnieć sobie jak wtedy robiłem zdjęcia, a i również po to, by powspominać stary rower… 😉

W 2006 roku często kadrowałem w pionie. Tylko dlaczego krajobrazy? I nie miałem pojęcia, jak otwór przysłony wpływa na głębię ostrości…

Wypalane trawy.

Wtedy też uważałem, że zdjęcia w sepii mają klimat. Dziś już trochę inaczej na to patrzę.

Rowerowe wycieczki pozwalają odkrywać ciekawe miejsca zupełnie przypadkiem. Tutaj kamieniołom, a raczej jego wycinek, do którego dotarliśmy przed samym Czudcem.

Kolega eksploruje teren kamieniołomu. Rower na którym jedzie to mój pierwszy sprzęt na aluminiowej (za dużej na mnie), tajwańskiej ramie (którą kupiłem za pieniądze z odszkodowania po… wypadku na starym rowerze).

Lata temu próbowałem też bawić się makro 🙂

Zdjęcie wykonane przez kolegę Filipa ukazuje mnie w wieku 19stu lat, na pierwszym z kolei rowerze z hydraulicznym hamulcem tarczowym (tylko z przodu niestety). W tle ledwo widoczna panorama Rzeszowa.

Ciepłe portrety.

W związku z tym, że nie można dodawać ciągle zdjęć z drzewami i kotami, postanowiłem upublicznić kilka portretów (oczywiście za zgodą modelki) 😉  Dla kompletnej odmiany – będą zdjęcia w pionie. I wszystkie w ciepłym, jesiennym klimacie. A za miłą sesję w trakcie rowerowej przejażdżki serdecznie dziękuję najsympatyczniejszej modelce – Asi 🙂

No i odkryłem przy okazji potrzebę posiadania sensownego obiektywu 85mm ze światłem 1,8 – 1,5… Przydałby się taki do ładnego malowania tła 🙂

Jesienna przejażdżka rowerowa? Zawsze na tak!

Tylko naturalne światło!
Pogodnie! 

Podmiejskie klimaty.

Warto przyglądać się detalom, kadrować miejsca z pozoru zwykłe i nieciekawe, by wydobyć z nich głębię, lub historię jaką opowiadają. Inspirację można znaleźć wszędzie! Wystarczy jedynie otworzyć się na fakt, iż rzeczy zwykłe też mogą być piękne…

Kolory na tym zdjęciu fantastycznie ze sobą współgrają. W dodatku jest ciekawy kontrast: nowy rower i stare pomieszczenie

Czosnek na strychu suszy się w cieple. 

Butelki na wodę czerpaną w pobliskim źródle.

Kolejny kontrast.

Cóż może kryć się za tymi drzwiami bez klamki?