Wieczory panieńskie.

Niesamowicie dużą frajdę daje fotografowanie ludzi bawiących się spontanicznie, przy pełnej radości i uśmiechu. Okazją do takich fotografii może być np. wieczór panieński. To impreza, która zwykle naładowana jest tak pozytywnymi emocjami, że nie trzeba się specjalnie starać, by te emocje na zdjęciu uchwycić! 🙂

Jeśli masz ochotę na udokumentowanie zdjęciowe Twojego wieczoru panieńskiego – pisz śmiało! Kontakt do mnie w prawym górnym rogu bloga! 🙂

Szczęście przyszłej Panny Młodej widać na każdym kroku!

Zwykłe otwieranie szampana może być okazją do udanej zabawy 🙂

Same uśmiechnięte buzie! 

Weselnie. Karolina i Kamil.

Niedawno uczestniczyłem w niezwykle pięknym ślubie i weselu Karoliny i Kamila. Kilkoma zdjęciami spróbuję oddać niezapomnianą atmosferę z tego wydarzenia!

Niezwykle romantyczna chwila, czyli nakładanie obrączek.

Pierwsze toasty za Parę Młodą.

Chwila oddechu.

Taneczne radości.

Dużo uśmiechu.

Czas na słodkości!

Nieustająca, taneczna zabawa!

Oczepiny…

I trwająca wciąż radość!

Laura.

Kilka zdjęć przesympatycznej Laury – czyż dzieci nie są najwspanialszymi modelami? 🙂 A fotografowanie maluchów to duże wyzwanie, ale też i masa radości! Zapraszam do oglądania!

Trzy pasje w jednym momencie!

Dziś osobisty wpis, tylko jedno zdjęcie, za to…
…to zdjęcie dokumentuje moje pasje:

1. Dziewczyna! 🙂 Uśmiechnięta i pozytywna – moja Asia taka właśnie jest!
2. Rower! Tutaj akurat crossowy, freeride’ówka odpoczywa, kiedy na wycieczki jeżdżę z Asią 🙂
3. Fotografia! Uwielbiam robić, a później oglądać zdjęcia! 🙂

Dobrze jest pasję dzielić z dziewczyną! 🙂

Siostrzyczki – na luzie.

Po pierwszej sesji, oraz po smakowitym obiedzie (który wynagrodził mi trudy jednoczesnego fotografowania dwóch kobiet… 😉 ) wybraliśmy się z Anną i Kingą na spacer. Dziewczyny koniecznie chciały się rozerwać puszczając bańki. Tak, taki powrót do dzieciństwa 😉 Szkoda, że nie mogę opublikować tysiąca śmiesznych min, jakie międzyczasie się pojawiły… 😉
Zdjęcia – luźne i bez zwracania uwagi na parametry techniczne. Musiałem w końcu pilnować dzieci…eee.. dziewczyn 😉

Warto zauważyć, że skupienie podczas puszczania baniek było niesamowite – czujecie napięcie? 

Anna solidnie się przykładała, co potwierdza powyższe zdjęcie.

Kinga troszku mniej, za to stylowo! 😉

Musiałem długo prosić, by na moment odstawiły sprzęt do produkcji baniek, by móc zrobić prosty portret. Efekt? Anna: „zamykam się w sobie”, Kinga: „nudny jesteś z tym aparatem”.

Musiałem więc zezwolić na dalszą zabawę. Dmuchały, aż miło! 

Bańki pękały, co dawało niesamowitą radość, szczególnie Annie 😉

Gdy skończyły się mydliny, trzeba było przenieść się na plac zabaw – bo dziecięcy duch nie opuszczał dostojnych (przed obiadem…) kobietek 😉

A mówią, że to podobno mężczyźni nigdy nie dorastają. Wygląda na to, że w każdym z nas siedzi dziecko, które uwielbia się bawić, gdy tylko ma do tego okazję! 🙂

Sylwia

Sylwię mieliście już okazję poznać w ramach wpisu crossfitowego z Mateuszem: http://tomaszbelza.blogspot.com/2014/05/crossfit-rzeszow-sylwia-i-mateusz.html

Tym razem zobaczycie ten wulkan energii z trochę innej, bardziej kobiecej strony 😉
Zapraszam do oglądania!

Czy to na pewno ta sama Sylwia?? Tak! Tyle że w prostych włosach… jak się okazało później, nie na długo 😉

Sylwia wszędzie znajdzie miejsce do rozciągania, nawet w stroju niezbyt sportowym.

Próbowałem zmusić ją do odpoczynku przez chwilę, ale…

… kilka sekund później wywijała już ostro skakanką, nie bacząc na to, że zamiast adidasów ma na nogach szpilki!

W pewnym momencie postanowiła zmienić strój…

… w którym moim zdaniem prezentowała się wyjątkowo ładnie – a przy okazji na moment stała się odrobinkę spokojniejsza (to chyba przez to, że sukienka była obcisła i lekko krępowała jej ruchy;))

Oczywiście mogłem spodziewać się, że w końcu trafimy do miejsca, gdzie będzie można znów potrenować!

Sylwia postanowiła pomóc chłopakom w Street Workout Rzeszów w budowaniu kondycji – co bardzo się zresztą chłopakom spodobało 😉

Ten mostek był naprawdę trudny do wykonania… kazałem go Sylwii powtórzyć, bo za pierwszym razem nie złapałem ostrości 😉

I w końcu przyszedł czas na odrobinę ochłody… w dość niekonwencjonalny sposób 😉

Po kilku minutach od zrobienia tego portretu włosy Sylwii wróciły do stanu odzwierciedlającego jej osobowość – zakręciły się na maksa! 🙂

Bardzo miło wspominam tę niezwykle żywą, pozytywną sesję – szczerze mówiąc zdjęć jest tyle, że nie wiedziałem które wybrać. Pewnie Sylwia na swoim facebookowym profilu wrzuci jeszcze kilka innych, jej zdaniem ciekawszych 🙂
Mnie spodobało się to – choć jest nieostre kompletnie – dlatego, iż ukazuje moc która drzemie w tej sympatycznej dziewczynie 😉

Oskar i Nikodem, cz. 1

Dziś prezentuję kilka zdjęć spośród setek zrobionych na sesji z modelami – Oskarem i Nikodemem 🙂 Opisów nie dodaję – skrótowo każdą chwilę spędzoną z tym rodzeństwem określiłbym połączeniem słów „radość” i „energia” 😉

Jak poznać, że już nadeszła wiosna?

Odpowiedź na pytanie zawarte w temacie posta jest bardzo oczywista – wystarczy wyjść na zewnątrz i sprawdzić, że jest już wiosna 🙂

Można też i po zwykłej obserwacji przyrody…

Od samego rana prężą się do światła słonecznego mniszki lekarskie.

Krokusy rozwijają się w południe.

Bazie to oznaka, że jest już ciepło!
A 100% pewności, że to już właściwa wiosna, to taki widok – ja na rowerze 🙂
Uwielbiam wiosnę, bo robi się kolorowo, pięknie i ciepło. Można wyjść z domu bez poświęcania czasu na szukanie stosownego ubrania 😉 Wszystko budzi się do życia i zachęca do podziwiania! Zapraszam na foto-rowerowe wycieczki w tym roku! Od końca marca, do pierwszych przymrozków 🙂

Wiosna idzie!

Wszystko w przyrodzie wskazuje na to, że zima jest już niepotrzebna i nadchodzi wiosna! 🙂

Kolory wiosny coraz bardziej soczyste.

Pierwsze przebiśniegi!

Historia zabawy.

Dziś wygrzebywania staroci ciąg dalszy. Na czterech zdjęciach prezentuję miejsce, które w zeszłym roku zniknęło z mapy rowerowych miejscówek – czyli Kros koło Rudnej Wielkiej. Został zniszczony w wyniku przebudowywania trasy kolejowej, przy której był umieszczony. Ale zanim to nastąpiło, był miejscem w którym większość znanych mi pasjonatów dwóch kółek (zarówno rowerzyści, jak i motokrosowcy) szlifowało swoje umiejętności.
Bywały też chwile, gdy umawialiśmy się w grupach i ścigali po określonej, niedługiej trasie, w systemie „na stoper” – czyli pojedynczy start i kto będzie miał najlepszy czas okrążenia, ten wygrywa. Emocje były prawie jak w prawdziwych wyścigach Downhillowych (choć to bardziej płaska trasa była…), ponieważ różnice w czasach zamykały się w przedziale sekundy, czasem dwóch. I wieczne kłótnie o to, czy ktoś we właściwym czasie nacisnął „start” i „stop” na stoperze 😉

Zdjęcia z roku 2010, aparat Fujifilm S9600

Rowery są różne, dyscyplin jest wiele – ale pasja zawsze ta sama!

Zjazd na hopkę.

I zeskok (drop) z drugiej strony.

Przepis na dobry lot = duża prędkość + solidna waga 😉