Lipiec 2016 – opis zdjęcia z kalendarza.

W lipcu gości w kalendarzu widok z góry Grześ w Tatrach Zachodnich. Miałem ogromne szczęście być w tym miejscu jakiś czas temu i podziwiać piękno gór w przecudownej, słonecznej pogodzie. Każdemu polecam wędrówkę od Doliny Chochołowskiej (również przepięknej, a zdjęcie z niej można zobaczyć tutaj). Szczyty w Tatrach Zachodnich bardzo przypominają bieszczadzkie połoniny, a do tego nie wymagają niesamowitych umiejętności do ich zdobycia. Zdecydowanie warte odwiedzenia!

[smartfonem] Upały.

W czerwcu większość zdjęć wykonuję smartfonem. Realizuję takie małe ćwiczenie, poszukuję kadrów pasujących do szerokokątnego obiektywu wbudowanego w mój HTC. Dziś zdjęcie z ostatniej wycieczki ze znajomymi nad jezioro w Tarnobrzegu. Wbrew temu, co widać na tym ujęciu, ludzi  w pobliżu było sporo, ale większość wolała opalać się na plaży, gdyż woda w jeziorze była jeszcze odrobinę zbyt zimna. 
Zachęcam do regularnego wykonywania zdjęć smartfonem! 🙂
P.S. Woda wyglądała na czystą, dużo ryb w niej pływało 😉

[smartfonem] Kadr z Pogórza Dynowskiego.

Kolejny wpis ze zdjęciem wykonanym moim smartfonem. Coraz częściej korzystam z tego małego oczka aparatu, gdyż podczas rowerowych wycieczek jest to znacznie wygodniejsze, niż wożenie ze sobą „pełnowymiarowego” aparatu.
Tą piękną polankę znalazłem poruszając się rowerowym szlakiem Green Velo. Są to okolice Błażowej, na trasie na Dynów. Miejsce urzekło mnie spokojem i ciszą, a do tego soczystą i piękną zielenią. Ktoś, kto wytyczał podkarpacki odcinek Wschodniego Szlaku Rowerowego Green Velo spisał się na medal! Podczas całej, 60-cio kilometrowej wycieczki takich fantastycznych miejsc można było spotkać mnóstwo!

Czerwiec 2016 – opis zdjęcia z kalendarza.

Jedno z moich ulubionych zdjęć z Tatr Zachodnich. Na tej fotografii mamy możliwość podziwiać prostą, ale niezwykle piękną, pasterską chatę, zbudowaną w Dolinie Chochołowskiej. Piękna polana za nią wciąż służy do wypasu owiec. 
Lubię wracać do tego ujęcia – przypomina mi fantastyczną wyprawę na górę Grześ. Tatry Zachodnie są niesamowicie urokliwe, a jednocześnie mniej zatłoczone niż Rysy, Giewont, czy Kasprowy Wierch. A Doliny Kościeliska i Chochołowska z całą pewnością spodobają się każdemu amatorowi dłuższych spacerów.

Połonina Wetlińska, maj 2016

Dzisiejszy wpis powinien spodobać się miłośnikom pięknych krajobrazów. W niedzielę, wraz z grupą znajomych, wybraliśmy się na spacer po jednej z najbardziej znanych gór w Bieszczadach – czyli na Połoninę Wetlińską. Osobiście niezbyt lubię wędrować po tej górze, gdyż w sezonie (a ten właśnie trwa) jest na niej więcej spacerujących turystów, niż na Krupówkach w Zakopanem (no, może odrobinkę przesadzam, ale tylko odrobinkę). Na szczęście wyjechaliśmy z domu o wczesnej porze, dlatego też podczas wspinania się na szczyt byliśmy na szlaku praktycznie sami. Byłem tym faktem niezmiernie zachwycony! Niestety, kiedy zabraliśmy się za schodzenie, na szlaku pojawiły się tłumy. Ale nie przeszkadzało mi to prawie w ogóle, bo przecież przynajmniej w jedną stronę było cudownie cicho i spokojnie.
Wróciłem zachwycony, uśmiechnięty, lekko opalony i głodny kolejnej wycieczki! 🙂
Zapraszam do oglądania!
Cel wędrówki – skałki na jednym ze szczytów Połoniny Wetlińskiej.

Po drodze mijaliśmy skaliste odcinki.

Wszelkie odcienie zieleni były dostępne na wyciągnięcie ręki.

Ciepło i lekki wiatr – pogoda zdecydowanie dopisała!

Przepiękne widoki to rzecz normalna w Bieszczadach.

Samotny turysta na szlaku to w tym miejscu rzadkość – kilka godzin później tym szlakiem wędrowało już sporo ludzi!

Po prawej stronie znajdują się szczyty Połoniny Wetlińskiej, po których chodzić już nie wolno.

Fotografowanie „pod Słońce” trochę niszczy kolory, ale i tak jest zielono!

Wspólne wędrówki zacieśniają przyjaźnie!

Piękne zbocza niedostępnej dla turystów części Połoniny Wetlińskiej.

Widoczność była świetna!

Ciężko nie zakochać się w Bieszczadach…

A w oddali najwyższa góra polskich Bieszczadów – Tarnica.

Most w Przemyślu.

Podczas jednej z ostatnich wycieczek z aparatem do Przemyśla, miałem okazję sfotografować miasto z jednego z pobliskich wzgórz. Spośród kilkunastu zdjęć które wtedy zrobiłem, szczególnie podoba mi się to jedno, którym chcę się dziś z Wami podzielić.

Majowe Bieszczady.

3 maja 2016, wraz z grupą znajomych wędrowałem po pięknych Bieszczadach. Trasa była krótka, za to piękna widokowo – zdobywaliśmy Małą i Wielką Rawkę. Pogoda była idealna, gdyż nie było ani za zimno, ani za gorąco – można było cieszyć się każdym krokiem w tej niesamowicie urodziwej części Polski! Mam nadzieję, że niebawem ponownie wybiorę się w Bieszczady, tym razem na dłuższe, kilkudniowe spacerowanie…
Ta ścieżka prowadzi przepięknym szlakiem z Małej Rawki wprost do Wetliny. Moim zdaniem, to jeden z najwspanialszych szlaków w Bieszczadach! 
Widoczność była bardzo dobra, można się było napatrzeć na odległe wzniesienia.

W oddali Połonina Wetlińska, a na bliższym planie szczyt Małej Rawki.

Bukowe Berdo, Krzemień, Szeroki Wierch i Tarnica.

Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej w słonecznej kąpieli.

Maj 2016 – opis zdjęcia z kalendarza.

Maj przynosi kolejne zdjęcie z serca Bieszczadów. Widok na oświetloną słońcem Połoninę Wetlińską. Zdjęcie wykonałem niedaleko parkingu, z którego rozpocząłem wraz z grupą znajomych wymarsz na Małą i Wielką Rawkę. Pogoda była wyjątkowo dobra, tego dnia można było podziwiać piękne widoki w każdym kierunku świata. Sam szlak na Rawki jest od tej strony stosunkowo prosty, jedyni krótki fragment w zalesionej części gór może dać w kość mniej wprawionym piechurom. W mojej opinii to najprostszy, po podejściu na Połoninę Wetlińską od parkingu, szlak w wysokich Bieszczadach. Polecam wszystkim, którzy mają ochotę na piękne, górskie pejzaże, a jednocześnie nie czują się na siłach do wielogodzinnych wędrówek!

Kwiecień 2016 – opis zdjęcia z kalendarza.

Bieszczady, ah Bieszczady! Zdjęcie wykonałem podczas wędrówki z Wołosatego, przez Rozsypaniec i Halicz – i tu właśnie mamy możliwość podziwiać w tle potężny szczyt Halicza. Biała plama w prawej części zdjęcia to resztki śniegu, który powoli ustępuje budzącej się do życia wiośnie. 
W każdej górskiej wędrówce jest coś, co sprawia, że chce się do nich wracać!

Tęskno za górami!

Ah, jakże mi tęskno za górami! Doczekać się nie mogę takiej prawdziwej, kwitnącej wiosny! Zapachu budzącego się do życia lasu, ćwierkających ptaków i tego specyficznego, górskiego powietrza! Dlatego też w ramach wspominek dziś zdjęcia z górskich wędrówek… 
Cóż tam może kryć się pod samym wierzchołkiem tej góry? Aż chce się sprawdzić!

Bieszczadzkie lasy i pozostałości po łąkach kuszą swą dzikością…

Wędrować się chce, aż po horyzont!

Czerwone Wierchy.

Na wstępie powiem, że podczas tej wycieczki miałem najcięższy kryzys w historii odkąd chodzę po górach. I to w dodatku wydarzył się on na pierwszych kilometrach szlaku. Na szczęście później wędrowało mi się całkiem przyjemnie. Oto zdjęcia z wyprawy:

Widać że stromo?

Pionowe ściany – trzeba uważać by nie zejść ze szlaku.

Każdy znalazł chwilę na podziwianie widoków.

A także czas na spokojne spojrzenie na mapę.

Na szczycie Krzesanicy (2122 m n.p.m.)

Uwielbiam takie widoki!

Szlaki dość szerokie i wygodne.

Giewont był troszkę niżej od nas.

Masywne te góry!

Masywne i przepaściste 😉

Tu chyba widać stromiznę.

Były też (krótko) łańcuchy.

I po 7,5h byliśmy prawie z powrotem na parkingu 🙂

Tatry są piękne, nie będę tego ukrywał – ale to Bieszczady w mojej opinii są najwspanialszym miejscem do długich, spokojnych wędrówek!

Bieszczadzkie spacery dzień drugi, cz. 1

Drugi dzień poświęciliśmy na wędrówkę po jednym z najbardziej znanych szlaków w Bieszczadach, zwanym „Koroną Bieszczadów” – podczas jednego okrążenia (bo szlak zatacza koło) odwiedza się najwyższe góry w tym rejonie (Halicz, Krzemień, Tarnica). Trafiliśmy na wyjątkowo udaną pogodę, mogliśmy nawet zaobserwować Tatry (niestety mój obiektyw nie był w stanie dobrze ich „przybliżyć” – więc zdjęcia brak). Zdjęć jest dużo, więc będą w dwóch wpisach, aby za bardzo nie obciążać przeglądarki przy wczytywaniu wpisu 😉

Rozpoczęliśmy od Wołosatego – skąd mieliśmy do przejścia ok. 7 km dość dobrej jakości drogą – to jednak nie jest to, co lubimy podczas wędrówek, więc czekaliśmy z utęsknieniem na „prawdziwy” szlak.

Ale swoje trzeba było przejść, by doczekać się „konkretów”. Turystów na szczęście nie było zbyt wielu, choć zaczynam coraz bardziej doceniać uroki wędrówek po niskich, nieznanych nikomu górkach – tam można znaleźć ciszę i spokój, a i widoki też są.

Nagle (czyli po tych 7-miu kilometrach ;)) wspięliśmy się na pierwszy szczyt – Rozsypaniec (1280m n.p.m.)

Widoki z Rozsypańca były po prostu ucztą dla oczu. W oddali po lewej widzimy Wielką Rawkę (1307m n.p.m.), bliżej charakterystyczny szczyt Tarnicy (1346m n.p.m.), a po prawej widać Krzemień (1335m n.p.m.).

Tutaj wyraźniejszy rzut oka na Tarnicę, oraz na piękno Bieszczad o tej porze roku 🙂

Te góry, jedna po drugiej przesuwały się pod naszymi stopami 😉

Niebawem dołączę drugą część zdjęć, zapraszam więc do zaglądnięcia w wolnej chwili, by nacieszyć oczy górskimi widoczkami! 🙂