Powalanie drzew.

Dziś kilka ujęć z powalania kilku starych modrzewi, które wymagały już ścięcia. Jako widz muszę przyznać, że przyglądanie się takiej pracy budzi w człowieku atawistyczne pragnienia spędzenia czasu w lesie – przy budowie własnego, drewnianego schronienia 😉

Kask, uprząż, liny – wychodzenie na wysokie drzewa jest niczym wspinaczka wysokogórska!

Kilkanaście metrów nad ziemią trzeba być dobrze zabezpieczonym.

Lecący wierzchołek drzewa swoje waży, dlatego lepiej być w bezpiecznej odległości od miejsca zrzutu.

A taki dwumetrowy kawał drzewa, choć niepozorny, przy upadku z wysokości sprawia, że ziemia drży!

Dzięki takim narzędziom praca przebiega znacznie szybciej.

Kto w młodości lubił łazić po drzewach, z pewnością odnalazłby się w takiej pracy 😉

Trzeba uważać przy każdym cięciu.

To drzewo miało już sporo zim za sobą.

Który facet nie marzył choć raz o wycince?

Powalanie drzew to jednak nie zabawa, ale ciężka praca.

Soczysta wiosna!

Zawsze kiedy przychodzą pierwsze ciepłe dni w roku, pomieszane z pierwszymi, wiosennymi deszczami, szykują gotowość bojową do wyruszenia na ocenę nowości w ogrodzie. W ciągu kilkunastu godzin przyroda eksploduje życiem i mnogością kolorów. Cieszy mnie to niezmiernie, bo mam niebywałą przyjemność z tych ogrodowych kadrów, które później mogę zaprezentować tutaj.

Zielone wspomnienie sprzed roku – w Dolinie Sanu.

Ponieważ robi się coraz chłodniej i coraz bardziej szaro-buro, postanowiłem pogrzebać w zdjęciach sprzed roku, ale tylko w takich, które kojarzą mi się z ciepłem i kolorem. Znalazłem wspomnienie z wyprawy w Bieszczady, a konkretnie ze spaceru w Dolinie Sanu. Kto nie zna tego niezwykłego kawałka Polski, ten powinien jak najszybciej nadrobić podróżnicze zaległości! Tych zdjęć wcześniej nie publikowałem, więc pozwalam sobie na to dziś. 
Soczyście zielono.

Naprawdę soczyście zielono!

Wszystko było zielone!

Wodospad w Iwli.

W niedzielę odwiedziłem małą część Beskidu Niskiego – wodospad w miejscowości Iwla, oraz Górę Grzywacką. Dziś tylko jedno zdjęcie, które zrobiłem przy pięknym wodospadzie w Iwli. Miejsce znane jest głównie przez miejscowych, oraz przez fotografów ślubnych, którzy jeżdżą tu z Państwem Młodym by wykonać piękną sesję. Tak – na stronie lekkikadr.pl mamy w portfolio zdjęcie właśnie przy tym wodospadzie 😉

Bieszczadzkie zwierzaki!

W ciągu 5 dni wędrówek po Bieszczadach oglądaliśmy sporo zwierzątek, raczej niegroźnych. Jedna osoba z naszej paczki miała szczęście zobaczyć wilka, który polował na sarny przebiegające nam przez szlak – niestety nie było szans uchwycić tego groźnego drapieżnika okiem aparatu. Na szczęście inne, spokojniejsze i mniej płochliwe gatunki – tak!

Salamandra plamista – ostatnimi czasy spotykamy na każdej wyprawie 🙂

Nie mam pojęcia co to – ale motyl przepiękny, wyglądał, jakby zrodził się z węgla!

Smok. Żartuję – nie mam pojęcia co to 🙂

Żubrzyca z małym żuberkiem 🙂 Jakbyście widzieli, jak do niej śmiesznie biegł! Z tego co się orientuję, gdy robiłem to zdjęcie, maluch miał ok 2 tygodni.

Robaczek z oczami na skrzydłach 😉

Leniwce.

Podobno żmija, w dodatku zygzakowata – więc pewnie groźna – nie podchodziłem bliżej, bo się bałem.

Bieszczadzkie spacery, dzień pierwszy

Ostatnie dwa dni spędziłem w Bieszczadach na męskim wypadzie z Filipem i Karolem. Mimo iż był to krótki wyjazd, udało się całkiem sporo pospacerować i zwiedzić. Dziś wrzucę kilka zdjęć z pierwszego dnia naszych wędrówek, choć muszę przyznać, że nie ma zdjęcia, które byłoby w stanie oddać klimat tamtych miejsc…

Rozpoczęliśmy od startu przy cerkwii w Łopience – piękne miejsce, w środku niczego – a cerkiew w okresie letnim funkcjonuje normalnie, w niedziele o 15 Msza Święta jest odprawiana. Co więcej, jest otwarta dla turystów cały czas. Zabytek naprawdę warty odwiedzenia!

W tym nieciekawym na pierwszy rzut oka zdjęciu jest coś niepokojącego… tak, to ślad niedźwiedzia – po drodze na Korbanię spotkaliśmy ich sporo. Przy okazji nieźle się pogubiliśmy, bo od Łopienki brakuje szlaku na szczyt. Co moim zdaniem dodało uroku wędrówce 😉

Panorama z pięknej łąki w drodze na Korbanię. Niesamowicie piękne miejsce, zdjęcie kompletnie tego nie oddaje. Siedzieliśmy tam chyba z dwadzieścia minut podziwiając widoki. A do tego prawie kompletny brak ludzi w pobliżu! Sam szczyt Korbani jest dość mocno zalesiony, niewiele z niego widać (rzut na Jezioro Solińskie) więc zdjęć niema 😉

Pod wieczór – oglądaliśmy posilające się żubry.

A na koniec dnia wybraliśmy się na torfowiska w okolicach Tarnawy Niżnej. Fenomenalne, specyficzne miejsce, o niezwykłej urodzie. Jedno z najpiękniejszych miejsc w Bieszczadach. Oczywiście niemal kompletnie puste, bez turystów i bez zgiełku. Klimat trochę mroczny, bo Słońce za chmurami…

Widoki wspaniałe, choć liczyliśmy że pooglądamy bardziej soczystą wiosnę – niestety w Bieszczadach wiosna dopiero się budzi, powolutku!

Panorama z łąki przy torfowiskach.

A kolacja przy świecach… w wydaniu męskim – przy ognisku 😉 Nie ma nic lepszego niż kiełbaska z chlebem prosto z ognia, zagryziona pieczonym w popiele ziemniaczkiem. I wylegiwanie się na ławkach ustawionych tuż przy palącym się drewnie. Oglądanie gwiazd w miejscu gdzie świecą głównie oczy dzikich zwierząt to też piękne przeżycie. 

Bieszczady mają w sobie to coś, co sprawia, że idzie się spać już koło 21, a wstaje praktycznie ze wschodem Słońca. Zmieniają w człowieku postrzeganie świata. Przestaje być istotny dostęp do zasięgu internetu, do telefonu. Dlatego zdecydowanie warto jechać tam po to, by zrobić sobie „reset” od codzienności.

A i małą reklamę zrobię – jeśli nocleg w Tarnawie, to już nie w Hoteliku pod Roztokami, bo od kiedy nowy dzierżawca sprawuje tam rządy, nie ma tam już właściwej atmosfery. Teraz tylko i wyłącznie do Pani Agaty, która wcześniej opiekowała się starym „Hotelikiem” – a teraz prowadzi własne miejsce „Noclegi u Agaty” –  http://www.noclegiuagaty.pl/

Poszukiwani: do sesji par.

Jeśli macie ochotę, bądź znacie kogoś, kto chce sobie zrobić zdjęcia w parze (narzeczeńskie, bądź zwykłe damsko-męskie) to zapraszam do kontaktu ze mną 🙂
Zdjęcie poniższe to zdjęcie poglądowe, zrobione ze statywu – kiedy sam naciskam spust od migawki wychodzą zwykle odrobinkę lepsze 😉 No i jak wiadomo, fotograf za to zawsze kiepsko na zdjęciu wychodzi – ale za to moja Asia, ah! 🙂 Przepięknie, prawda? 🙂

Zapraszam raz jeszcze do kontaktu – wszyscy chętni na sesje portretowe też mile widziani 🙂

Kolorowo i pachnąco!

Coraz ładniej – więcej kolorów i zapachów się pojawia!

Kwiaty pozują niczym ludzie w grupie do zdjęcia 🙂

Kolorowe liście na wietrze.

Kwiat jabłoni, smakowicie!

Te kwiatki lubię bardzo, bo są intensywnie niebieskie 🙂

Wrzośce, piękne same w sobie.

Kula kwiatowa.

Nasycona zieleń po deszczu.

Dużo kwiatków!

Krowy.

Ciekawe, czy nasze dzieci będą miały okazję widzieć krowy w naturalnym środowisku, czy raczej pozostaną „atrakcją” w ZOO?

Zdjęcie wykonane z okna (otwartego) samochodu. Zachwyciły mnie te stworzenia, w grupie spożywające kolację 🙂

Ciekawe, czy krowa kiedyś przestaje być głodna?

Ta choć wychudzona, oderwała na chwilę paszczę od trawy, by zapozować do tego portretu! 🙂