Adriatyk i Maslinica na wyspie Solta.

Jeden z dni chorwackiego urlopu spędziliśmy na statku pływającym po wodach Adriatyku. Dopłynęliśmy nim do miejsca zwanego Niebieską Laguną, oraz do miasteczka Maslinica na wyspie Solta.

Rejs statkiem pozwolił rzucić okiem na mniejsze wysepki, których na Chorwacji jest pełno – tu na jednej postawiona jest mała latarnia morska

Potężne farmy wiatrowe ustawione na wzgórzach.

Kolor wody w morzu urzekający.

Wspaniałe katamarany przy prywatnych posesjach na mniejszych wysepkach.

Mewy są wszechobecne.

Kozy wędrujące po skałach to już rzadszy widok, niż mewy.

Jachty, motorówki, woda…

Sporo osób czerpało satysfakcję z kąpieli w Niebieskiej Lagunie.

Niektórzy z kolei znajdowali przyjemność w spacerowaniu.

Mewy z lubością towarzyszyły nam w podróży – dokarmiane resztkami z obiadów na statkach rosną do naprawdę sporych rozmiarów.

Wody Adriatyku to również świetne miejsce do uprawiania sportów takich jak windsurfing,

Nie ma tu piaszczystych plaż…

Są za to piękne miasteczka portowe. Wpływamy do Maslinicy.

Kilkadziesiąt milinów euro.

Rower za kilkanaście euro 😉

Dla mnie atrakcją było też wyszukiwanie starszych, zniszczonych „łajb”.

Woda ma chyba wszystkie odcienie koloru niebieskiego.

W takich miejscach świetnie się wypoczywa, czytając np. książkę, lub drzemie w cieniu drzew, wsłuchując się w morski szum fal…

Łódka „na cegłach”.

Zachwycały mnie budynki z kamienia, pokryte dachówką. I te drewniane okiennice!

Motory znacznie rzadziej spotykane, niż skutery – ale również świetnie sprawdzają się na tutejszych wyspach jako środek transportu.

Kwiaty w przeróżnych kolorach.

Różowe rododendrony.

Fajnie by było mieć taki zestaw na własność – mała wyspa, łódka, kawałek morza 😉

Mały krab ma na własność muszlę po ślimaku.

A ten sprzęt na drugim planie to już w ogóle jest kosmiczny. Wodne Ferrari?

Piękne wybrzeże.

W drogę!… A raczej: w morze!

Ten żaglowiec był gigantyczny. Zdjęcie nie jest w stanie tego oddać, niestety.

W drodze powrotnej do Trogiru…

Połonina Wetlińska, maj 2016

Dzisiejszy wpis powinien spodobać się miłośnikom pięknych krajobrazów. W niedzielę, wraz z grupą znajomych, wybraliśmy się na spacer po jednej z najbardziej znanych gór w Bieszczadach – czyli na Połoninę Wetlińską. Osobiście niezbyt lubię wędrować po tej górze, gdyż w sezonie (a ten właśnie trwa) jest na niej więcej spacerujących turystów, niż na Krupówkach w Zakopanem (no, może odrobinkę przesadzam, ale tylko odrobinkę). Na szczęście wyjechaliśmy z domu o wczesnej porze, dlatego też podczas wspinania się na szczyt byliśmy na szlaku praktycznie sami. Byłem tym faktem niezmiernie zachwycony! Niestety, kiedy zabraliśmy się za schodzenie, na szlaku pojawiły się tłumy. Ale nie przeszkadzało mi to prawie w ogóle, bo przecież przynajmniej w jedną stronę było cudownie cicho i spokojnie.
Wróciłem zachwycony, uśmiechnięty, lekko opalony i głodny kolejnej wycieczki! 🙂
Zapraszam do oglądania!
Cel wędrówki – skałki na jednym ze szczytów Połoniny Wetlińskiej.

Po drodze mijaliśmy skaliste odcinki.

Wszelkie odcienie zieleni były dostępne na wyciągnięcie ręki.

Ciepło i lekki wiatr – pogoda zdecydowanie dopisała!

Przepiękne widoki to rzecz normalna w Bieszczadach.

Samotny turysta na szlaku to w tym miejscu rzadkość – kilka godzin później tym szlakiem wędrowało już sporo ludzi!

Po prawej stronie znajdują się szczyty Połoniny Wetlińskiej, po których chodzić już nie wolno.

Fotografowanie „pod Słońce” trochę niszczy kolory, ale i tak jest zielono!

Wspólne wędrówki zacieśniają przyjaźnie!

Piękne zbocza niedostępnej dla turystów części Połoniny Wetlińskiej.

Widoczność była świetna!

Ciężko nie zakochać się w Bieszczadach…

A w oddali najwyższa góra polskich Bieszczadów – Tarnica.

Laura.

Kilka zdjęć przesympatycznej Laury – czyż dzieci nie są najwspanialszymi modelami? 🙂 A fotografowanie maluchów to duże wyzwanie, ale też i masa radości! Zapraszam do oglądania!

Koniec sierpnia.

Sierpień był chyba najbardziej jesiennym miesiącem w tym roku – mam nadzieję, że wrzesień przyniesie trochę więcej słońca i ciepła.

Motyl.

Polowałem na samicę pięknego pająka (Tygrzyk paskowany, http://pl.wikipedia.org/wiki/Tygrzyk_paskowany), który zadomowił się w ogrodzie, ale niestety gdzieś tak się zaszył w roślinność, że nie miałem szans go odszukać – na szczęście pojawił się ciemnoskrzydły motyl (prawdopodobnie Osadnik egeira – nie jestem pewien) , który postanowił powygrzewać się na liściach bambusa. Na szczęście dał mi chwilę na zrobienie tego zdjęcia, zanim odleciał w siną dal!

Sposób na upały?

Wygląda na to, że w końcu przyszły upały! Czyli trzeba przypomnieć sobie sposoby na walkę z nadwyżką temperatury. Ja polecam gorącą, czarną herbatę – po wypiciu takiej momentalnie robi się chłodniej, choć brzmi to absurdalnie 🙂 I oczywiście litry wody bez dodatków. I może jeszcze yerba na zimno, ale mało kto to pija ;P

Macie jakieś swoje skuteczne działania przeciw upałom?

Tomkowa fotografia w 2006 roku…

Zabrałem się za porządkowanie starych fotografii i odkryłem cenną perełkę – zdjęcia z Canona A510, którego zabrałem na rowerową wycieczkę w okolice Czudca w… 2006 roku. To było w czasach, gdy byłem nastolatkiem! 🙂 Miło spojrzeć w przeszłość, by przypomnieć sobie jak wtedy robiłem zdjęcia, a i również po to, by powspominać stary rower… 😉

W 2006 roku często kadrowałem w pionie. Tylko dlaczego krajobrazy? I nie miałem pojęcia, jak otwór przysłony wpływa na głębię ostrości…

Wypalane trawy.

Wtedy też uważałem, że zdjęcia w sepii mają klimat. Dziś już trochę inaczej na to patrzę.

Rowerowe wycieczki pozwalają odkrywać ciekawe miejsca zupełnie przypadkiem. Tutaj kamieniołom, a raczej jego wycinek, do którego dotarliśmy przed samym Czudcem.

Kolega eksploruje teren kamieniołomu. Rower na którym jedzie to mój pierwszy sprzęt na aluminiowej (za dużej na mnie), tajwańskiej ramie (którą kupiłem za pieniądze z odszkodowania po… wypadku na starym rowerze).

Lata temu próbowałem też bawić się makro 🙂

Zdjęcie wykonane przez kolegę Filipa ukazuje mnie w wieku 19stu lat, na pierwszym z kolei rowerze z hydraulicznym hamulcem tarczowym (tylko z przodu niestety). W tle ledwo widoczna panorama Rzeszowa.

Późne popołudnie w ogrodzie.

Jestem zdania, że inspiracji należy szukać wszędzie, nawet w około własnego domu. Zajrzałem więc do ogrodu i spotkałem takie oto kadry:

Modrzew to naprawdę piękne drzewo.

Mały miłośnik malin.

Leniwy drapieżnik w naturalnym środowisku.

Pomidorek koktailowy, bardzo smaczny i zdrowy!

Drapieżnik przyszedł na truskawki – niestety spóźnił się, już po sezonie!

Za to sezon na borówki trwa!!

Kontrastowe kolory warzyw…

Mdła zieleń, ale za to smakowita! No i faktura liści ciekawa.

Szkoda, że to jednak nie są arbuzy.

Kwiaty w upale umierają.