Pilot.

Podczas wędrówek z aparatem po Rzeszowie zaglądnąłem na teren „placu zabaw” dla ekstremalnych rowerzystów 😉 Okazało się, że na skoczniach, popularnie zwanych „hopkami” trenował tylko jeden zawodnik – ale za to kręcił triki naprawdę wysokiej klasy!

Ja postanowiłem opublikować wersje minimalistyczne, pozbywając się rozpraszającego otoczenia. Polecam samemu wybrać się w miejską dżunglę szukając rowerowych „pilotów”, choćby po to, by pozachwycać się ich umiejętnościami panowania nad sprzętem!

Freeride’ówki.

Zrobiłem im już dziesiątki tysięcy zdjęć. Póki co, miałem ich tylko dwie, ale wierzę, że to się jeszcze zmieni. Problem tylko w tym, że… nie mam ładnych zdjęć ze mną NA freeride-ówce – może ktoś by się podjął zrobienia fotki „w akcji”?? Udostępnię swój aparat do tego celu, a w dodatku będę posłusznym modelem 🙂
Wracam do freeride’u.
Moja pierwsza freeride’ówka. Polska produkcja, dobrze przemyślana konstrukcja i… niesamowicie giętki tylny wahacz. Pamiętam do dziś jak zachwycałem się pracą amortyzatora Rock Shox Pike, który wcześniej wydawał mi się nieosiągalnym cudem, na którym nie dane mi będzie jeździć. Z perspektywy czasu wiem, że srogo przepłaciłem za ten model, ale za to wspomnienia jaki dzięki niemu mam, są bezcenne. Fotka z podejścia na Luboń Wielki (a później zjazd do Rabki, jedna z moich ulubionych tras…)
Moja aktualna, zimna miłość – tu w dodatku w zimowej szacie 😉 W związku z moją niechęcią do samodzielnych napraw postanowiłem sprzedać moją Konę – teraz nie wiem, jak mogłem tak chcieć postąpić! Koniec jesieni uświadomił mi, że w najbliższych tygodniach będę miał sporo czasu, by dokonać niezbędnych napraw. A i może tej zimy uda się pośmigać na śniegu?
Często robiłem właśnie takie fotki – podczas postoju, w trakcie zdobywania kolejnego wzniesienia, z którego później z hukiem można byłoby się stoczyć 😉 I zwykle w towarzystwie drugiego roweru – nie ma nic przyjemniejszego, niż wspólna, freeride’owa pasja! 🙂
if (typeof CeneoAPOptions == „undefined” || CeneoAPOptions == null) { var CeneoAPOptions = new Array(); stamp = parseInt(new Date().getTime()/86400, 10); var script = document.createElement(„script”); script.setAttribute(„type”, „text/javascript”); script.setAttribute(„src”, „//partnerzyapi.ceneo.pl/External/ap.js?”+stamp); script.setAttribute(„charset”, „utf-8”); var head = document.getElementsByTagName(„head”)[0]; head.appendChild(script); } CeneoAPOptions[CeneoAPOptions.length] = { ad_creation: 106707, ad_channel: 16845, ad_partner: 13173, ad_type: 1, ad_content: ‚854’, ad_format: 2, ad_newpage: false, ad_basket: true, ad_container: ‚ceneoaffcontainer106707’, ad_formatTypeId: 1, ad_contextual: true, ad_recommended: false, ad_forceCategory: true };

Historia zabawy.

Dziś wygrzebywania staroci ciąg dalszy. Na czterech zdjęciach prezentuję miejsce, które w zeszłym roku zniknęło z mapy rowerowych miejscówek – czyli Kros koło Rudnej Wielkiej. Został zniszczony w wyniku przebudowywania trasy kolejowej, przy której był umieszczony. Ale zanim to nastąpiło, był miejscem w którym większość znanych mi pasjonatów dwóch kółek (zarówno rowerzyści, jak i motokrosowcy) szlifowało swoje umiejętności.
Bywały też chwile, gdy umawialiśmy się w grupach i ścigali po określonej, niedługiej trasie, w systemie „na stoper” – czyli pojedynczy start i kto będzie miał najlepszy czas okrążenia, ten wygrywa. Emocje były prawie jak w prawdziwych wyścigach Downhillowych (choć to bardziej płaska trasa była…), ponieważ różnice w czasach zamykały się w przedziale sekundy, czasem dwóch. I wieczne kłótnie o to, czy ktoś we właściwym czasie nacisnął „start” i „stop” na stoperze 😉

Zdjęcia z roku 2010, aparat Fujifilm S9600

Rowery są różne, dyscyplin jest wiele – ale pasja zawsze ta sama!

Zjazd na hopkę.

I zeskok (drop) z drugiej strony.

Przepis na dobry lot = duża prędkość + solidna waga 😉