Maroko – Magiczne Południe. Od Agadiru do Warzazat.

29 marca 2019 roku po raz pierwszy moja stopa stanęła na Czarnym Lądzie, a konkretniej w Maroku, na lotnisku w Agadirze. Po prawie pięciogodzinnym locie, o 23.45 wraz z żoną stanęliśmy na płycie lotniska i udaliśmy się się dopełnić obowiązków turysty, czyli poddać się kontroli paszportowej. Chwilę po tym, miły, młody Marokańczyk zapytał, czy przypadkiem w bagażu nie posiadamy drona – oczywiście nie zabrałem go ze sobą, bo już wcześniej wiedzieliśmy, że w Maroko drony są zakazane, a osoby próbujące wwieźć je do kraju traktowane są jako szpiedzy.
Po odprawie udaliśmy się do autobusu, który zawiózł nas do hotelu. Do snu ułożyliśmy się już po 2 w nocy, choć sen nie był prosty – Agadir żyje w nocy i docierały do nas dźwięki dyskoteki i samochodów które chyba urządzały sobie małe wyścigi 😉
30 marca, po hotelowym śniadaniu (na którym częstowaliśmy się najprawdziwszą marokańską herbatą z miętą!), wyruszyliśmy na pierwszy dzień objazdu południa Maroka. W związku z tym chcę podzielić się z Wami zdjęciami, które zrobiłem na trasie wycieczki.
Na początku pojechaliśmy na jedno z pobliskich wzgórz, na którym znajdują się ruiny (nieciekawe) dawnej fortecy, zniszczonej w wyniku trzęsienia ziemi. Widok na Agadir i plażę był fantastyczny!
Do portu właśnie wpływały kutry rybackie, po nocnych połowach sardynki. Ponoć właśnie tutaj wyławia się najsmaczniejsze na świecie!
Fort, a raczej jego resztki nie prezentował się okazale.
Tutejsi „biznesmeni”, czyli wielbłądy zarabiające na robieniu sobie przy nich zdjęć 😉 
Co ważne, Marokańczycy bardzo nie lubią, gdy celuje się w ich stronę obiektywem – w islamie uważa się, że zdjęcie „kradnie duszę”, więc szanując ich kulturę staram się nie fotografować bezpośrednio miejscowych. Szkoda mi trochę, bo są niesamowicie kolorowi i fenomenalnie ubrani.
Na właściwie wszystkich drzewach można znaleźć przeróżne owoce.
Jest też mnóstwo przepięknych kwiatów!
A tu jedna z miejskich kawiarni, urokliwa i schowana w hotelowym ogrodzie.
Wspominałem o pięknych roślinach?
A tutaj przykład oryginalnych, berberyjskich drzwi.
Dotarliśmy do targu w Taroudant, gdzie można dostać mnóstwo przeróżnych produktów.
Tutaj zdobione pasy ze skóry.
Orzechy, przyprawy!
Sprzedaż i selekcja zbóż.
Dziesiątki odmian suszonych daktyli.
Raj dla miłośnika oliwek (czyli m.in. dla mnie!)
Zapachy nieziemskie! 
Podczas wizyty na targu widzieliśmy jak żyje miasto, tego się nie da sfotografować, ani opisać. Z jednej strony jest pośpiech, ludzie jeżdżą po wąskich uliczkach rowerami i motorami, slalomem pomiędzy pieszymi, ale także można zobaczyć Marokańczyków spokojnie rozmawiających ze sobą, nie przejmujących się okolicznym gwarem. Targ jest potężny, uliczki są bardzo wąskie, więc zgubić się tu można niezwykle łatwo! 
Smakowitości.
Po wizycie na targu – czas na obiad. Rozsmakowaliśmy się w kawie nus-nus (przepyszna!) i regionalnym posiłku zwanym tadżin, którego nazwa pochodzi od naczynia, w którym się takie danie przyrządza. Minusem jedzenia na rynku w mieście jest to, że bardzo dużo ludzi próbuje nam coś sprzedać. Młody chłopak chciał sprzedać nam chusteczki chyba z 5 razy!
Zabudowa rynku.
Taroudant otoczone jest murem, który nie tyko miał za zadanie chronić mieszkańców przed napaścią, ale także przed upałem.
Maroko jest krajem rozwijającym się, czyli nie wszystko w miastach wygląda tu tak, jak w Europie. Ot, choćby śmieci na każdym kroku, albo samochody jakieś takie mniej wystawne.
W dalszej drodze mogliśmy oglądać m.in. takie wioski na skałach.
Piękne góry i gaje arganowe oraz oliwne.
Różne odcienie brązów.
 Podróżując dalej przez góry dotarliśmy do regionu Taliouine, który słynie z upraw szafranu. Sam proces pozyskiwania go z kwiatów jest bardzo trudny, w związku z tym cena tej smakowitej przyprawy po prostu musi być wysoka. Jednak tu, w Maroko, szafran można dostać 3-4 razy taniej, niż w Europie. My mogliśmy spróbować wspaniałej marokańskiej herbaty z szafranem właśnie, która jest równie pyszna, co zwykła, miętowa herbata marokańska. Polecamy!
Szafran, czyli najdroższa przyprawa na świecie.
Dekoracje w orientalnym stylu.
Osiołki i kozy pasące się na prawie – pustyni. 
Piękne widoki i drogi wijące się w nieskończoność – raj dla miłośników samochodowych i motocyklowych wycieczek!
Same drogi w Maroko są dość dobre, choć wyboiste. Do tego ludzie nie bardzo chcą stosować się do przepisów i jeżdżą w „stylu dowolnym” – często też na głównych drogach spotyka się wozy konne, czy osiołki.
Mieliśmy szczęście do pogody (bo było trochę deszczowo), zmieniające się warunki ukazywały oblicze pustkowi w niecodzienny sposób!
Niewielkie opady mogą prowadzić do zalewania sporych połaci lądu – tu przejeżdżamy przez okresową rzekę.
W Maroko jest naprawdę dużo meczetów. I są małe, w wioskach, oraz potężne w dużych miastach. Największy z nich może pomieścić 24 tysiące wiernych! Ten tutaj zalicza się do tych najmniejszych.
Centrum jednego z miasteczek.
A okresowa rzeka coraz potężniejsza!
Pod wieczór dotarliśmy do hotelu w miejscowości Warzazat, słynącej z plenerów do produkcji filmowych. Powstawały tu takie filmy jak „Lawrence z Arabii”, „Gladiator”, czy sceny do serialu „Gra o tron”. Samą miejscowość zwiedzać będziemy jutro.
Widok z balkonu pokoju.
Palmy są wszędzie.
Hotele są pięknie urządzone, orientalne!
Podziwiamy wszelkie detale!
Niestety zdjęcia zgrywane na szybko z aparatu nie są w stanie oddać piękna tego, co mieliśmy okazję dziś zobaczyć. Mnie zachwycały góry, miasteczka i mieszkańcy Maroka. Mam nadzieję, że w kolejnych wpisach będę mógł pokazać Wam coś więcej!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s